Wyprawa na Krym

8.07.2005r.(piątek)-dzień pierwszy

Wyjazd z Sierpca godz.13.20 do przejechania mamy 402  km. Pierwszy dzień wyprawy został zrealizowany w 100%.O godz. 22.00 zawitaliśmy w Tomaszowie Lubelskim, gdzie spędziliśmy noc w OSiR, bardzo tani  26.70 zł. na osobę, warunki dostateczne.

 

9.07.2005r.(sobota)-dzień drugi

Pobudka 5.30.Zbieranie wszystkich rzeczy porozrzucanych po pokoju.

Pakowanie motorku i wyjazd na granice do Hrebennego godz. 7.00.

Śniadanko zajazd u ,,ANTKA’’ i z pełnymi brzuszkami jedziemy na podbój Ukrainy. Na granicę dotarliśmy o godz. 9.00. przekroczenie zajęło nam 1.5 godz., korek jak cholera a my boczkiem do przodu.

Najpierw przeprawa z paszportami, wypełnianie świstków, potem wymiana waluty, następnie kupno ubezpieczenia medycznego ukraińskiego i kierunek Lwów. Pogoda sprzyja, słońce jak patelnia, a my dzidujemy do Lwowa. Jadąc mijaliśmy  po drodze smutno wyglądające wsie i miasteczka. Droga nie była taka zła, za to Lwów powitał nas takim brukiem, że musieliśmy porządnie trzymać się motocykla. Pierwsze tankowanie na Ukrainie( i nawet da się na tym jeździć) przed Lwowem 26 hrywni (tj.17 zł) i Honda do pełna. Przejazd do Lwowa i nasz pierwszy punkt podróży to Cmentarz Orląt Lwowskich. Zwiedzanie cmentarza zajęło nam 1 godz. Leży tu m.in.  M. Konopnicka. Po podjechaniu na cmentarz otoczyła nas chmara dzieciarni wołając o 1 złotówkę, dotykając i macając motocykl jakby to było ufo. Nie tylko dzieci zachowywały się tak, ale również i dorośli wypytując pierwsze ile kosztuje, a potem ile ma cylindrów, świec i marka. Jeden osobnik stwierdził, że za taki motor on miałby tu dwa nowe auta. Z Lwowa kierunek Uman  przez Ternopil, Chmelnyckyj i Vinnycja. Po drodze krótkie postoje na tankowanie motocykla i wio dalej. Wbrew pozorom drogi są całkiem dobre, średnia prędkość jazdy 100-110  km/h. O godz. 21.20 osiągnęliśmy punkt docelowy dzisiejszej zamierzonej trasy(czyli 605 km ) i zatrzymaliśmy się w motelu za 50 hrywni (czyli 35 zł za pokój). Ogólnie na drogach panuje folklor motoryzacyjny od najnowszych Ąudii i Mercedesów do czarnych Wołg, zaprzęgów konnych, Ład, Ziłów, Gazów itp, a z motocykli zatrzęsienie od Dnieprów, Iży i Urali przeważnie z koszami, gdzie najpierw kładą siano, trawę, a potem na nich siedzą kobitki. Przy drogach siedzą babuszki handlujące wszystkim od a do z . Jutro ciąg dalszy.

 

10.07.2005 r.( niedziela)-dzień trzeci

Pobudka 7.00, mycie motocykla po wczorajszym deszczyku, śniadanko i kierunek Odessa (ok. 270 km ) no i w końcu zobaczymy Morze Czarne. Rano pogoda była wyśmienita na jazdę (było ciepło ale bez słońca). Po wyjeździe z Umanu  i wzięcia kierunku na Odessę zaczęła się super droga 270 km prostej dwupasmowej autostrady. W połowie trasy łapie nas deszczyk. Czekamy na CPN 2 godz. i cały grafik jazdy przesuwa się. Po deszczyku ruszamy dalej.

O godz. 17.10 osiągamy drugi punkt naszej wyprawy(czyli Odessę). Szukamy starego miasta i słynnych schodów Potiomkinowskich. Po półgodzinnej jeździe po mieście( drogi w mieście  są fatalne torowiska i duże wyrwy) w końcu jesteśmy na miejscu. Wyobrażaliśmy sobie je większe, z góry nie wyglądają imponująco, trzeba zejść na dół wtedy wyglądają zdecydowanie lepiej, my właśnie tak zrobiliśmy, weszliśmy sobie też do morskij wakzał ( port ). Przy schodach starsi panowie sprzedawali medale. Niedaleko od schodów znajduje się piękna Opera projektu architektów wiedeńskich. Przechadzając się po centrum nie sposób nie zobaczyć pięknych secesyjnych kamienic niestety zdecydowana większość jest w opłakanym stanie.  Upał z nieba się leje( +35°C ) wszyscy chodzą ubrani jak w niedzielę do kościoła, a my oczywiście w skórach. Wzbudzamy ogólne zainteresowanie ludzi, robią z nami sobie zdjęcia i z naszym motorkiem. Po 2 godz. zwijamy się z Odessy w kierunku Mykolajev      ( 185 km ). W  Mykolajevje szukamy noclegu, ale wszystko jest za drogie , szczególnie Międzynarodowy Hotel Ukraina ( nie wart żadnych pieniędzy ). Jest już ciemno i szybka decyzja  jechać dalej do Cherson w poszukiwaniu noclegu. Jazda nocą po ukraińskich drogach szczególnie motocyklem to mistrzostwo świata. O godz. 0.30 docieramy do motelu na spanko. Jutro pierwsze km na Krymie.

 

11.07.2005 r.( poniedziałek )-dzień czwarty

Po wczorajszej męczącej jeździe do późnych godzin  i szukaniu noclegu dzisiaj wstaliśmy o 10.00 i dalej w drogę, do przejechania 331 km . Granice Krymu przekraczamy o godz. 15.15 i robimy pamiątkowe foto dla tych, którzy nie mogli pojechać. W między czasie zatrzymujemy się i kupujemy arbuza 10 kg prosto z pola od babuszki i wciągamy połowę, a dalej oczy by jadły, a d…pa nie może, resztę arbuza zabieramy ze sobą w podróż. Dojeżdżamy do miasta Symferopol ( stolica Krymu ) na tankowanie, a przejazd przez miasto to istny koszmar ( slamsy, smród, brud i drogi super fatal dziura na dziurze dziurą pogania ). Następnym punktem zwiedzania jest miasto Bachczysaraj ( stara stolica chanów tatarskich ). Nocujemy w hotelu ,,Izabell’’ cena 24 USD na dwie osoby w tym rano śniadanie. Dotychczasowy wynik przejechanych km od Sierpca do Bachczysaraj to 1793.

 

12.07.2005 r. ( wtorek )-dzień piąty

Rano po śniadanku pojechaliśmy zwiedzać  Bachczysaraj dawną stolicę Tatarów. Zwiedziliśmy tam Pałac Chanów Krymskich, Monastyr Uspienskij na skalnym zboczu (bizantyjski klasztor powstały w VIII – IX w.) oraz położone w pobliżu Kamienne Miasto, będące niegdyś pierwszą stolicą krymskich Tatarów, a później twierdzą Karaimów. Wejście do Pałacu Chanów kosztuje 10hrn i zdecydowanie warto zapłacić, szczególnie, jeśli rozumie się trochę rosyjski. Trudno na Krymie o lepiej zachowane zabytki. Wnętrze Pałacu było wielokrotnie przebudowywane i zubożone o wiele sprzętów, ale orientalny klimat pozostał. Poczesną część opowiadania przewodniczki-Tatarki zajęła miłość chana Krym Gireja do niejakiej Dilary Bikecz, której mauzoleum jest poza murami muzeum i patrzy się na nie przez płot. Nie zdążyliśmy tam podejść. Po zobaczeniu wszystkich tych atrakcji ( a naprawdę było co oglądać ) wszystkie te rzeczy wywarły na nas duże wrażenie. Żeby dopełnić całość wycieczki musieliśmy zjeść w prawdziwej tatarskiej gospodzie ich dania regionalne, a nawet można było zapalić fajkę wodną. Napełnieni nowymi wrażeniami, które i tak nie są w pełni do opisania pojechaliśmy dalej do miasta Sevastopol. Po drodze mijaliśmy wspaniałe sady z brzoskwiniami ( nawet próbowaliśmy, ale były jeszcze nie dojrzałe ), były również piękne winnice na zboczach gór i takie widoki ciągnęły się z Bachczysaraju do Sevastopola.

W Sevastopolu pojechaliśmy w miejsce, gdzie rozciąga się panorama na miasto, port i morze. Widok był zajefajny, całość miejsca dopełniał monumentalny pomnik żołnierzy ( był olbrzymi ). Po odpoczynku w Sevastopolu i po delektowaniu się pięknymi widokami postanowiliśmy pojechać dalej poszukać noclegu. Następna miejscowość to Ałupka. Droga prowadząca z Sevastopola do Ałupki to istne marzenie każdego motocyklisty (ciasne winkle, z prawej strony Morze Czarne, a z lewej piękne góry i super widoki ). W Ałupce szybko znaleźliśmy nocleg na jedną noc za 5 USD. Warunki takie sobie (beznadzieja!!!!). Jutro zwiedzanie Ałupki i okolic.

 

13.07.2005 r. ( środa )-dzień szósty

Skoro świt ( 9.00 ) pojechaliśmy na podbój Ałupki. Od pierwszych metrów jazdy po stromych i wąskich uliczkach miasteczka dotarliśmy do Pałacu Hrabiego Woroncowa  znanym również jako Pałac Ałupka (od nazwy miejscowości, w której się znajduje). Podczas Konferencji Jałtańskiej był on rezydencją Winstona Churchilla .Po zakupie biletu (2 osoby 30 hrywien ) zaczęła się nasza wędrówka po jednym z najpiękniejszych pałaców na Krymie. Później z pałacu poszliśmy do pięknego ogrodu założonego w stylu angielskim, w którym rosną różne egzotyczne drzewa, nawet afrykańskie. Tu w Ałupce właśnie w tym ogrodzie rośnie jedno z dwóch drzew egzotycznych na całej Ukrainie. Potem poszliśmy na wielkie skały nad brzegiem morza i tutaj zrobiliśmy sobie kilka pięknych zdjęć. Następnie wsiedliśmy na naszą kochaną Hondę, która jest tu rodzynkiem (przy której turyści ukraińscy i rosyjscy robią sobie zdjęcia ) i pojechaliśmy zwiedzać Jaskółcze Gniazdo - zameczek zbudowany w początkach XX wieku i malowniczo usytuowany na skale Parus. Jest to maleńki zamek na stromej skale nad brzegiem morza. Zamek wygląda jak z bajki ( nie da się tego opisać to trzeba zobaczyć!!!!!! ).Udało nam się dziś spotkać turystów z Polski ( 4 osoby ). No i powrót na stancję. Jazda pięknymi krętymi drogami nad brzegiem morza wzbudza w nas uczucia nie do opisania. Wieczorem poszliśmy do sklepu i kupiliśmy sobie wino tutejszej produkcji firmy ,,Masandra’’ (25 hrywni ) i robiliśmy degustację ( to wino w smaku przypomina nasz miód pitny ). Jest tyle zwiedzania, że zostajemy w Ałupce jeszcze jeden dzień.

 

14.07.2005 r. ( czwartek )-dzień siódmy

Na początek naszego zwiedzania wybieramy Cerkiew Prawosławną wysoko w górach w okolicach miasta Foros. Następnie wybieramy się na jeden z największych szczytów w okolicy na górę Aj-Petri (1234 m n. p. m. ). W tym celu szukamy stacji kolejki górskiej. Godzinę stoimy w kolejce za biletami, kupujemy je w końcu i jazda w górę ( coś podobnego do  Kasprowego ). Po wjechaniu na szczyt czujemy się jak na Krupówkach w Tatrach ( bary zapraszające swoich klientów na tutejsze potrawy, degustacje win krymskich i cały zwierzyniec do robienia zdjęć: pawie, małe niedźwiadki, konie, wielbłądy itp. Na szczyt prowadzą dwie drogi kolejką albo marszrutą czyli prywatną komunikacją. Kolejka kosztowała 15 hrywni w każdą stronę i była warta swojej ceny, zarówno dla widoków na górze, jak i dla samej jazdy. W połowie drogi przesiadka do drugiego wagonika i jeszcze chwilę i jesteśmy na szczycie. Przewodniczka w wagonikach nawijała non-stop o przeróżnych ciekawostkach związanych z górą. Od niej dowiedzieliśmy się o historii z metalowym krzyżem, wznoszącym się przy wierzchołku( podobnym to tego na Giewoncie) . Otóż kiedyś włoscy filmowcy postanowili nakręcić tu scenę, która w filmie miała rozgrywać się w Alpach. Jednak ta filmowa góra miała krzyż na szczycie. No to zapłacili Ukraińcom, żeby zrobili taki krzyż i wciągnęli go tu na górę, ale za jego zdjęcie już nie zapłacili. W ten sposób łaciński krzyż pozostał tam do dzisiejszego dnia. Później pojechaliśmy w kierunku Jałty  zobaczyć Carski Letni Pałac i miejsce gdzie odbyła się Konferencja Jałtańska w Liwadii. Właśnie w Pałacu Liwadyjskim odbywały się obrady podczas Konferencji Jałtańskiej i mieszkał tu Roosevelt. W środku przewodniczka pokazuje okrągły stół obrad. Potem przechodzi się do gabinetu Roosevelta i sypialni państwa Roosevelt. Na górze znajduje się wystawa „Romanowowie w Liwadii”. Potem przeszliśmy się po parku przypałacowym i wróciliśmy naszą niezawodną Hondą do naszego pokoju w Ałupce. Postanowiliśmy poszukać poczty, aby jutro wysłać kartki do naszych najbliższych. Wędrówki na piechotę to istny koszmar po takim mieście ( 2km z góry i 3 km pod górę krętymi serpentynami ), ale pocztę i tak znaleźliśmy. Zwiedziliśmy wszystkie miejsca  do zobaczenia w okolicach Ałupki i Jałty więc jutro ruszamy dalej na wschód Krymu.

 

15.07.2005 r. ( piątek )-dzień ósmy

Wstaliśmy o godz. 9.00, zakupy w sklepie na śniadanko, a o 10.00 siedzieliśmy spakowani już na motorku. Kierunek Morskoje. Jest to jeden z kurortów między Ałusztą, a Sudakiem nad Morzem Czarnym. Tutaj będzie nasza baza wypadowa do dalszego zwiedzania Krymu. Warunki mamy przyzwoite, aż nie chce się wyjeżdżać. Jutro w planach zwiedzanie Kercza najdalej wysuniętego na wschód miasta Krymu. Dzisiaj pierwszy raz kąpaliśmy się w Morzu Czarnym i opalaliśmy się na kamienistej plaży, a wieczorem była degustacja miejscowego wina i piwa. Trasa, którą dziś pokonaliśmy tj. od Ałuszty do Morskoje ( ok. 83km ) była bardzo kręta i zawiła. Widoki były piękne na góry i winnice, a z drugiej strony morze.

 

16.07.2005 r. (sobota )-dzień dziewiąty

Dzisiaj dzień zaczęliśmy tendencyjnie tj. pobudka, śniadanko i wyjazd kierunek Kercz. Do najciekawszych miejsc , które zobaczyliśmy w Kerczu to Carski Kurhan i na wzgórzu Mitrydat (niezwykłe schody pilnowane przez gryfony, obelisk ku czci poległych podczas desantu kerczeńskiego, wykopaliska antycznego miasta Pantikapajon z V w.pne, antyczny grobowiec).

Przy okazji zwiedziliśmy jeszcze muzeum historii. Następnie udaliśmy się do  Feodosji, gdzie oglądaliśmy Genueńską Fortecę ( ruiny ).Po krótkim odpoczynku powrót na kwaterę, krętymi górskimi drogami.

 

17.07.2005 r. ( niedziela )-dzień dziesiąty

Na dzisiejszy dzień zostawiliśmy sobie zwiedzanie  sudeckiej fortecy zbudowanej przez genueńczyków w XIV w. Forteca robi duże wrażenie szczególnie jak patrzy się z murów na morze. Od morza fortyfikacje ustawione są na skale  co potęguje wielkość budowli. Obecnie na terenie fortecy prowadzone są prace budowlane i wykopaliskowe. Każda wieża w twierdzy ma swoją nazwę i historię. Obydwoje wdrapaliśmy się na sam szczyt gdzie znajdują się ruiny Baszty Panieńskiej, z którą związanych jest kilka legend, w tym najbardziej znana o córce starożytnego władcy Sudaku, który chciał wydać ją za wojskowego, a ona biedna zakochała się z wzajemnością w pastuszku. Ojciec, dowiedziawszy się o skrywanej namiętności, wysłał jej wybrańca w „delegację” do Grecji, a załodze statku kazał go ukatrupić zaraz po wyjściu z portu. Córce powiedział, że wracają za rok i jeśli ukochany będzie nadal jej przychylny, to na maszcie statku zawiśnie biała flaga. Wdrapała się nieszczęsna na szczyt baszty, wypatrując statku – żadnej flagi rzecz jasna nie było. Widząc to, rzuciła się w przepaść z okrzykiem „Вы не знаете, что такое любовь, а я покажу вам!” (Wy nie wiecie, czym jest miłość – to ja Wam pokażę!). Zwiedzanie tego kompleksu zajęło nam 2 godz. a następnie pojechaliśmy do akwaparku aby się zrelaksować (drogo jak cholera ). Późnym popołudniem wróciliśmy na kwaterę i poszliśmy na tutejszy bazarek kupić kilka rzeczy. Skosztowaliśmy tutejszych czieburiaków ( mięso mielone zapiekane w cieście ), płowu ( ryż z warzywami ) i kupiliśmy następne wino krymskie do degustacji.

 

18.07.2005 r. ( poniedziałek )-dzień jedenasty

Tendencyjnie mycie, śniadanko i plaża. Do wieczora leżeliśmy na plaży . Po plaży non–stop chodziły babuszki z różnymi smakołykami nawołując do ich spróbowania. Pogoda była wspaniała słońce i ciepła, cholernie słona woda.

 

19.07.2005 r. ( wtorek )-dzień dwunasty

Dzisiaj powtórka wczorajszego dnia ( plaża cały dzień ). Spalone całe ciała, przegięcie z opaleniem, pewnie jutro siedzenie w domu i kurowanie pieczącego ciała. Tutejsze wino jest bardzo dobre szczególnie wieczorem przy pachnących drzewach lawendowych, których zapach czuć w całym miasteczku.

 

20.07.2005 r. (środa )-dzień trzynasty

Dzisiaj dzień bez słońca, wczoraj dało nam mocno popalić. Regenerujemy siły przed jutrzejszym wyjazdem ( smutne ale prawdziwe ). Wieczorny przegląd motocykla, sprawdzanie płynów ustrojowych, zawieszenia. Jutro wyjazd ok. 11.00 kierunek Uman.

 

21.07.2005 r. (czwartek )-dzień czternasty

Wstaliśmy wyspani ok.10.00 i leniwo zaczęliśmy się pakować. Pakowanie wszystkich rzeczy zajęło nam około godziny. Po pożegnaniu się z morzem, wyjechaliśmy ok.11.30 i wąskimi, górskimi drogami podążamy do domu. Przed nami prawie 2000 km , mamy zamiar być w sobotę w Toruniu na zlocie. Dojechaliśmy za miejscowość Uman tak jak to zaplanowaliśmy. Jazda nocą po ukraińskich drogach to katastrofa ( mało oznakowane drogi, objazdy, szaleńcy drogowi ). Na motelu zameldowaliśmy się o godzinie 2.00 w nocy, jechaliśmy cały dzień i pół nocy, jesteśmy troszkę zmęczeni.

 

22.07.2005 r. ( piątek )-dzień piętnasty

Wstaliśmy ok. 11.00 nie koniecznie wyspani i wypoczęci, szybkie śniadanie i w dalszą drogę kierunek granica ( Hrebenne ). Pogoda nam dopisywała i jechaliśmy sobie spokojnie stając kilka razy  na popas. Na granicy byliśmy około godz. 22.00. Po formalnościach na granicy, które trwały 2 godziny pojechaliśmy na nocleg do Tomaszowa Lubelskiego, gdzie spędziliśmy pierwszą noc w kraju.

 

23.07.2005 r. (sobota )-dzień szesnasty

Kierunek Toruń. Ostra jazda bez trzymanki. Na miejscu byliśmy ok. godz. 15.00.To był koniec naszej podróży czyli zlot w Toruniu, gdzie spotkaliśmy się ze znajomymi  na kiełbasce i browarku. Na zlocie odebraliśmy nagrodę za najdłuższą trasę ok.2000 km.

 

NASZYM SKROMNYM ZDANIEM…

Krym jest bardzo ciekawym regionem. Są tu zarówno ładne góry, jak i dużo zabytków. Piękno tych terenów dostrzegł przecież nasz wieszcz narodowy… Pomysł wyjazdu na Krym i zwiedzenie kawałka innego świata narodził się w naszych głowach w ubiegłym roku. Początkowo było trzech zapaleńców do wyprawy, ale jak doszło do wyjazdu zostaliśmy sami ( Edii i BOO ). Zapadła decyzja ” Jedziemy ”. Edytka miała mieszane uczucia co do wyjazdu i pewne obawy, które rozwiały się po przekroczeniu granicy. Ukraina to jeszcze dziki kraj, a Krym jest autonomiczną republiką. Warto było przejechać tyle kilometrów, żeby przeżyć wspaniałą przygodę. Jazda samym motocyklem dostarcza niesamowitych wrażeń, ale w połączeniu ze zwiedzaniem Krymu dała nam dużo pozytywnej energii. Wszystkiego nie da się opisać słowami, to trzeba po prostu zobaczyć i przeżyć.

Życzymy wszystkim motocyklistom takich wypraw.

Pozdrowienia dla klubu SZLIF.

Galeria zdjęć

 

Informacja na temat plików cookies
Tak jak większość stron, używamy cookies, aby lepiej odpowiadać na Twoje oczekiwania w użytkowaniu serwisu (cookies to małe pliki tekstowe, które zapamiętują sposób, w jaki korzystałeś z naszej strony, a nie ciasteczka…). Korzystając z serwisu wyrażasz zgodę na używanie cookie zgodnie z ustawieniami Twojej przeglądarki. Kliknij [ Zgadzam się ] , aby ta informacja nie pojawiała się więcej.